Przejdź do głównej zawartości

Kiedy zostałam mamą...


Jest wiele wyjątkowych chwil w życiu, rzeczy, ludzi, przeżyć. Każdy z nas ma inne priorytety, marzenia itd. Jedno jest pewne - narodziny dziecka są czymś niezwykłym dla nas wszystkich i nie nic nie może się temu równać.




 
Zanim zostałam matką mogłabym przeczytać ten wpis i pewnie nie zrobiłby na mnie żadnego wrażenia, może nawet wydałby się nudny, a na pewno niezbyt wiarygodny.
Nigdy nie lubiłam dzieci, nie chciałam mieć własnych, denerwowały mnie, irytowały. Wydawały się wstrętne, obrzydliwe itd. 
Kiedy zaszłam w ciążę świat mi się zawalił. Przecież miałam wkrótce stać się mamą takiego wstrętnego potworka, przeżyć poród, o którym słyszałam same nieprzyjemne rzeczy i taki potworek miał już być przecież zawsze. Miał zniszczyć mi życie. Tak to wszystko sobie wyobrażałam, ale 'coś poszło nie tak'.
W momencie skurczy w dalszym ciągu nie docierało do mnie, że za chwilę urodzę dziecko i miałam same czarne myśli, nagle parcia - wtedy już nie myślałam o niczym innym, tylko o tym, żeby mieć już to za sobą. 
I nagle jest. Ona! Słyszę płacz i gdzieś w tle położna krzyczy 'ma Pani córkę! To córka' po czym kładzie ją na mnie. Marysia przestaje płakać i jednym oczkiem patrzy na mnie, a ja zamarłam. Patrzyłyśmy tak na siebie i w tej chwili nie mogło Jej już nie być. Nie liczyło się nic, tylko Ona. Przecież dopiero Ją poznałam, a Kochałam już nad życie. Nie byłam w stanie wyobrazić sobie tego, że mogłoby Jej nie być. Nie pozwoliłabym Jej skrzywdzić. W jednej chwili zmieniło się wszystko. Byłam w stanie poświęcić wiele, by Ona była szczęśliwa i nagle rzeczy, które jeszcze tak niedawno wydawały mi się ważne, stały się nieistotne. 
Całowałam Jej malutką rączkę i płakałam. Nie z bólu, bo to gdzieś na chwilę odeszło. Nie dlatego, że - jak sądziłam - moje życie się skończyło, czy zaczęło być ograniczone. Nie z żalu, złości, czy smutku. Płakałam ze szczęścia, bo nic piękniejszego nie mogło mnie spotkać.
Nagle położna powiedziała, że musi Ją na chwilę zabrać pod lampę, bo jest zimna - ciężko nawet opisać co poczułam, jak się zmartwiłam, bałam. Uświadomiłam sobie, że jestem odpowiedzialna za tę Istotkę i Ona ma tylko nas
.
Człowiek rodzi się taki samotny. To prawda, przecież w chwili narodzin jesteśmy sami i nie jestem w stanie pojąć jak w chwili takiego wulkanu emocji, matka może wyprzeć się dziecka. Zostawić je same sobie. Przecież jest tak bezbronne, niewinne...
Takie dziecko nie rozumie, że jest odrębną osobą i myśli, że Ono i matka to jedno. Ja czułam podobne emocje. Jest mi ciężko nawet nazwać to wszystko, bo nie da się tego przekazać komuś, kto tego nie przeżył. Do tego momentu kiedy pierwsze raz zobaczyłam swoje dziecko, te wszystkie rzeczy były dla mnie abstrakcją, czymś niepojętym, niewyobrażalnym. 


Zanim urodziłam Tomka, myślałam, że drugi raz jest inaczej, mniej magicznie, ale myliłam się. Pewnie, że jest trochę inaczej, ale jeśli chodzi o sam poród, bo już wiedziałam mniej więcej co mnie czeka, jak to wszystko wygląda, ale sam moment narodzin był tak samo niesamowity i piękny. 
Bycie mamą po raz drugi wygląda trochę inaczej, bo pewne rzeczy już wiemy, potrafimy itd, ale każde dziecko jest inne - ale o tym niedługo postaram się napisać. Takie 'porównanie' moim dzieci.
Jednak Kocham moje dzieci tak samo mocno. Teraz jestem z Tomkiem sama, Marysia jest u  babci, ale nie czuję się przez to gorszą mamą, czy nie odtrąciłam Marysię - Ona w momencie urodzenia była sama, miała mnie tylko dla siebie przez ponad 2 lata, Tomek nigdy tego nie zazna, więc myślę, że przez kilka dni nic Jej się nie stanie ;) 




Dla kogoś moje dzieci mogą być brzydkie, obrzydliwe, mogą ich nie lubić itd, ale mam to gdzieś, bo da mnie są całym światem. I pewnie, że życie z dziećmi wygląda nieco inaczej, ale nie koniecznie gorzej. Moje stało się pełniejsze i powtórzę - to trzeba przeżyć. 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Będziemy mieć...

Bardzo mile zaskoczyła mnie Wasza reakcja na to, że znamy płeć dziecka i z tej okazji dostałam kilka wiadomości z pytaniem o to, a więc myślę, że pora podzielić się naszą radością :) Nie nastawialiśmy się na żadną z płci, było nam to totalnie obojętne i z obu cieszylibyśmy się tak samo mocno. Po Marysi zostały mi ubranka, większość jest typowo dla dziewczynki, wiadomo, że później z dziewczynki na dziewczynkę przechodzą inne rzeczy, jak lalki, wózki itd. Marzyła mi się druga córeczka, siostrzyczka dla Mysi do zabawy. Sama mam dwóch braci i średnio dogadywaliśmy się, chociaż u nas jest większa różnica wieku, bo z jednym 5, a drugim 6 lat, a między nimi 11, więc stanowczo za dużo. Stąd też decyzja o niewielkiej różnicy u nas, ale też mniejszej nie chcieliśmy. Marzyły mi się te śliczne opaski, sukieneczki, spineczki itd. Mąż kupił mi aparat jak Marysia nie była już takim dzidziusiem, a więc nie miałam zbyt wielkiego pola do popisu ze zdjęciami, bo mój telefon niestety nie robi ładnych z...

Chiński kalendarz płci

Raczej nie wierzę w takie rzeczy, jednak wśród znajomych i ich znajomych, oraz rodziny kalendarz sprawdził się w 100%. Jestem baaardzo ciekawa, czy sprawdził się również u Was, zachęcam do komentowania - zobaczmy ile nas jest. Krótka historia chińskiego kalendarza To prawdopodobnie  jeden z najstarszych sposobów na planowanie płci dziecka – ma ponad 700 lat . Kalendarz został znaleziony w starożytnym grobowcu w okolicach Pekinu i przetrwał do dziś – można go obejrzeć w jednym z instytutów w stolicy Chin. Od lat jest słynny nie tylko w Państwie Środka, ale i na całym świecie. Skuteczność Co do skuteczności chińskiego kalendarza istnieją sprzeczne opinie.  Chińczycy utrzymują, że wynosi ona ponad 90 proc.! Co ciekawe, amerykańscy naukowcy, którzy badali metodę nie dają jej dużo mniej – według nich skuteczność kalendarza to aż 85 proc.  Wśród samych zainteresowanych, czyli świeżo upieczonych rodziców, można usłyszeć mniej pochlebnych opinii – u jednych sposób s...

Drogie Babcie i Dziadkowie!

Pewnie każdy z Wam zna powiedzenie - 'Rodzice są od wychowywania, a dziadkowie od rozpieszczania', szczerze, to jedna z najgorszych prawd... Fajnie móc czasem zostawić dziecko u rodziców i pójść na randkę, odpocząć, czy na spokojnie zrobić zakupy i pozałatwiać sprawy na mieście, ale jakim kosztem... Może nie każda babcia i nie każdy dziadek tacy są, ale większość rozpuszcza dzieci, pozwala na zbyt wiele, karmi słodyczami, i co najgorsze - mama krzyczy, a babcia mówi 'nie płacz, chodź do babci' Nie zamierzam nikogo pouczać, ani obrażać, ale apeluje do WAS babcie i dziadkowie - liczcie się z naszym zdaniem i szanujcie nasze metody wychowawcze! Super, że chcecie nam pomóc, ale to nadal my jesteśmy rodzicami i przypomnijcie sobie, czy nas wychowywaliście tak, jak teraz traktujecie wnuki. Poza tym Wam nie musi podobać się nasz sposób na wychowywanie, Wy mieliście już swoją szansę, pewnie popełnialiście też błędy, ale dajcie i nam je popełniać, możecie ostrzegać, ale roz...